parę fotek (nie naszych) znad Bajkału    mapa Bajkału    strona główna
Plan był taki:
Pierwszego opisu możecie się spodziewać około 27, gdy dojedziemy do Irkucka.
Potem, gdy wrócimy z wojaży na łonie natury - około 7-go.
No i Maskwa, pięć - sześć dni później.


2002-07-22 jazda do Moskwy
Nie widac tej biedy, ktorej sie spodziewalem. Nawet na Bialorusi. Do naszego pociagu wsiadlo kilka kobiet z jedzeniem i drobiazgami na sprzedaz. Na granicy z Bialorusia kazdy ichni urzednik w innym uniformie. Jakies bezowe koszulki w zolte packi, dziwaczne kolory. No i w Brzesciu narabany policjant z bloga mina przechadzal sie wzdluz pociagu.


2002-07-22 Moskwa
Miasto bardzo przyjemne. Spedzilismy w nim tylko pare godzin ale robi wrazenie czystego i bezpiecznego. Normalni ludzie, super laski i to polowa bez stanikow. Zachowuja sie sympatycznie i sprawiaja wrazenie otwartych, no po prostu pieknie. Troche o budowlach i atmosferze.
Nie sa tak wielkie i monumentalne jak sie spodziewalem. Mowie o Placu Czerwonym i starych okolicach bo palacow kultury z bliska nie posiedlismy. Plac duzy ale rynek w Pultusku chyba dluzszy. Wokol same budynki rzadowe i nie wiem dlaczego ale czulem sie tam troche jak w Barcelonie miescie a nie kraju slowianskim. Nie tylko ze wzgledu na architekture, ktora przeciez takze pod wplywami bizantyjskimi ale sama atmosfera tych niewielkich ulic wokol Placu cos mi przypominala.
Metro swietnie zorganizowane z bardzo interesujacymi stacjami i niezauwazalnym czasem oczekiwania. Strasznie dlugie schody ruchome, na ktorych ludzie ustawiaja sie po prawej stronie robiac miejsce spieszacym sie, swietne. Nawet w przejsciach podziemnych chodza zawsze prawa strona. Pierdoly a jak ulatwiaja zycie.
Zachowali wszedzie symbole komunistyczne, co gdyby nie fakt ze podobno za ZSRR tesknia, uznalbym za swietny pomysl przyciagajacy turystow. Niedlugo przestana budzic groze a stana sie zabytkami.
Wspaniale sa twarze. Taka roznorodnosc typow ze chodze po miescie i patrze na ludzi. Poubierani normalnie tylko kobiety czesto przemalowane. Te europeskie stroje lagodza wrazenie wywolane najbardziej egzotycznymi elementami Moskwy - cerkwiami. Spodziewalem sie wiekszych roznic.


2002-07-22 kilkaset kilometrow za Moskwa
Siedze na dolnym lozku transsyberyjskim i czytam jakas grafomanska ksiazke z tekstem posklejanym bez polotu z tak gornolotnych fraz ze az sie chce pierdnac ustami. Nade mna leza dziewczyny i podziwiaja przesuwajacy sie, dosyc zwyczajny, las brzozowy slowami:
- ilez to odcieni zieleni w tym lesie...
- poprzetykanej od czasu do czasu bialymi i fioletowymi plamami
- albo ceglasta galezia
- i te brzozy jak panny mlode - takie wysmukle
Przed nami jeszcze trzy doby podrozy. Ale nie znaczy to, ze w Irkucku bedziemy o tej samej porze dnia co teraz. Czas sie skomplikowal. Wszystkie zegary na rosyjskich dworcach wskazuja czas Moskiewski. Wiec mimo przekraczania stref czasowych zostawiamy zegarki w spokoju zeby wiedziec kiedy beda postoje bo pol godziny przed zamykaja kible. Wlasnie - te sa dwusystemowe. Niski sedes a na nim miejsca na stopy.
Od Moskwy jada z nami panowie dwaj kolo 45-50 lat, ktorzy szybko wzniesli sie na wyzszy poziom swiadomosci za pomoca przed niej wodki Kalasznikow i postanowili sie z nami zaprzyjaznic. Jeden, szczegolnie kontaktowy, pracuje przy wydobyciu gazu. Zaskoczyl nas zacieciem ekologicznym. Wciaz powtarzal jak to wszystko w Rosji czyste i ekologiczne. Troche jego wizja klocila mi sie z informacja z przewodnika ktory mowil ze przecietny Rosjanin zjadl w swoim zyciu kolo 20-tu kilogramow metali ciezkich. Dalej mowil, ze Bajkal najczystszy na swiecie, kazal nam zrobic sobie transparenty i protestowac przeciwko degradacji srodowiska. Potem przyszla faza namawiania mnie do picia...


2002-07-23 do 26 - pociag
Dwaj panowie, ktorzy z poczatku sie z nami zaznajomili okazali sie bardzo sympatycznymi ludzmi. W tym odkryciu pomogl nam trzeci, ktory pijacko zaprzyjaznil sie z tamtymi. Grubas, jadacy z zona i corka pare przepierzen dalej. Przychodzil do nas i przyklejal sie do dziewczyn. Chcial im spiewac piosenki i calowal po rekach. Jak to czlowek, ktory wypije, nie widzial ich niecheci.
Przy tym wszystkim nie ma w nich zadnej agresji. Jesli wystarczajaco jasno powie sie im nie, rozumieja i daja spokoj. W dodatku na 70 osob, ktore jechali z nami w pociagu tylko tych trzech pilo. Reszta to normalni ludzie, starsze malzenstwo, samotna dziewczyna. Ten narzucajacy sie w koncu dal za wygrana i zostalismy sami z dwoma pozostalymi. Mowia, ze w Rosji tyle ludzi, ze jest z czego wybierac dziewczyny. Zadziwili sie jak im powiedzialem, ze w Polsce zyje 40 mln ludzi. Dla nich to kraj w ktorym spluniesz i jestes na dugim koncu. Ten od gazu i ekologii dal mi na pamiatke niezwykly pierscien, chroniacy przed chorobami. Czysto socrealistyczny w formie z polprzezroczystym kamieniem z Uralu, po rusku zmiejewik. Ten prezent bardzo mnie wzruszyl.
Wysiedli w Tjumieniu, jechali do pracy.
Dalsza jazda pociagiem juz bez przygod. Szczesliwi jestesmy, ze jechalismy tym wagonem otwartym. W normalnych przedzialach moznaby chyba uswierknac.


2002-07-26 Irkuck
Ten znowu spodziewalem sie odkryc normalnym miastem a tu prawie same, piekne, drewniane domy pozapadane po pas w ziemie. Pol okna wystaje znad ziemi. Albo nawet zapadl sie caly parter, straszne. Przy glownej ulicy dom kilkupietrowy z powypalanymi oknami i w srodku bezdomni.
Jednak miasto zyje i fajnie jest bo duzo skosnookich typ mongolski.
W srodku miasta duzy dom towarowy a w nim Domy Towarowe Centrum sprzed lat pietnastu, tylko bez toalety.
Tyle na dzis. Jutro opisze plany i dalsze wrazenia z miasta.


2002-07-27 Irkuck
Mieszkamy w przyzwoitym hoteliku za 11 dolcow za dobe. Kwatery sa ale po 15 wiec nawet nie sprawdzalismy jakie. Jednak sadzac z wygladu miasta to nieswietne.
Popilismy wczoraj troche wodka za 7 zl i bylo dobrze. Jednak tu trzeba pic. Zaczelo sie od piwka w knajpie wygladajacej na gruzinska. Dobre jedzenie a juz stracilismy nadzieje na obiad bo dotad znalezlismy bar mleczny i ze dwie knajpy. Jedna zamknieta a w drugiej wesele.
Juz oswoilismy sie z miastem i nie wydaje sie takie straszne. Jest tez centrum murowane w wiekszosci sprzed wojny wiec poza pomnikiem Lenina socrealizmu brak. Robi sie przyjemnie.
Wlasnie usiadla kolo mnie super fajna dziewczyna nr 864. Tyle tego tu chodzi... Ech, ale co z tego jesli nazywa sie Wiera albo Swietlana.
Na ulicy ciezko znalezc kogos kto udzieli informacji. Ludzie, szczegolnie starsi, boja sie rozmawiac. A jak juz cos powiedza to nigdy nie mozna tego znalezc. Tak wczoraj szukalismy restauracji. Kazdy mowil co innego i pokazywali jakies absurdalne kierunki. Moze sa szkoleni do zmylania szpiegow. Z drugiej strony jak sie juz z kims zagada to sa bardzo mili i pomocni. Nawet sprzedawczynie w Domach Towarowych Centrum.


2002-07-27 Irkuck cd. 1
Dzis poganialismy po miescie zeby znalezc mozliwosc dostania sie na wyspe. Nie jest dobrze. Jedziemy wiec jutro do Sljudanki na dolnym koncu Bajkalu i stamtad kolejka widokowa zawiezie nas albo nie, do Listwianki, miejscowosci lezacej przy wyjsciu Angary z jeziora. Moze tam bedzie Rakieta albo statek.
Ten Irkuck to podobno w duzym stopniu miasto przerzutowo-przemytnicze. Takie tez sprawia wrazenie. Jezdzi po nim niezla mieszanina rosyjskich i japonskich samochodow. Niemieckich widzialem chyba ze 4 i nic wiecej. Wszystkie japonskie maja kierownice po prawej stronie wiec jazda po dziurawych i nieoznakowanych ulicach iscie ulanska. Czasem jednak przepuszczaja pieszych mimo braku pasow a czasem nawet swiatel dla pieszych nie ma i nie wiadomo skad cos nadleci ale da sie czasem przejsc.
Uczynilem male fopa w stosunku do mamy bo wysylalem jej SMSy z drogi pociagiem i tak wychodzilo, ze w zasiegu bylismy zwykle w okolicach 6-7 rano czasu warszawskiego. Po ktoryms poprosila, zebym pisal pozniej. Gdy dojechalismy do Irkucka, poszedlem do inetu i napisalem pare SMSow. We wszystkich pamietalem zeby ustawic godzine doreczenia na 9-ta a do mamy poszedl z 3.30. Olaboga.
Mialem jeszcze jedna historyjke przygotowana ale jak tak mysle jak ja napisac to nie wydaje mi sie az tak swietna zeby strzepic palce wiec zegnam sie z socjalistycznym pozdrowieniem.


2002-07-28 Irkuck
Dopiero jutro rano jedziemy na wyspe, ktora jest w srodku dlugosci Bajkalu. Jakos sie przyzwyczailismy do wielkosci naszych jezior i patrzac na mape ciezko sie przestawic ze to 300 km i podroz pekaesem bedzie trwala 8 godzin. 300 to tak jak z Warszawy do Krakowa. Stare trupy tu jezdza a droga przez gory ale wierze, ze zagram jeszcze w Rogue Spare z chlopakami w swoim zyciu, hehe.
Do nastepnego tekstu za dni pare.


2002-08-06 po wyprawach nad Bajkal
Pare dni mielismy nadzieje spedzic na lonie natury i tylko czesciowo sie to udalo. Najpierw, po osmiogodzinnej podrozy pekaesem, dotarlismy na wyspe. Plynal promem, deszcz padal, bylo swietnie. Znalezlismy sie w buriackiej wiosce - Chuzir. Okazala sie w duzej czesci wykupiona przez rzutkiego Rosjanina Nikite i zamieniona na kombinat turystyczny. Jesnak wszystko zrobione sensownie i stylowo. Poza bardzo sprawna obsluga i telefonem satelitarnym niewiele odroznialo to miejsce od innych. Polozone wspaniale, w dolku przy skalistym brzegu. Pare minut na piechote byla ladna plaza z woda o temperaturze baltyckiej albo i gorzej. No ale w koncu kikaset metrow od brzegu mozna by postawic dwa albo trzy palace kultury jeden na drugim i nie wystawalyby ponad wode.
Nikita to bardzo sympatyczny czlowiek. Mam wrazenie, ze jako jeden z niewielu Rosjan nie przechodzil kursu "jak zarobic najmniej". Stworzyl tam swietne miejsce do odpoczynku i czesciej w okolicy slychac francuski, angielski czy niemiecki niz rosyjski. Zachowal jednak charakter miejsca, mieszkalismy w na pierwszy rzut oka niezmienionej od lat wiosce. Poznalismy wielu ludzi, mlodziez podrozujaca tak jak my, rodzicow z dziecmi, strasznie to fajne bo turysci o wiele bardziej nastawieni sa na kontakt chociaz w przypadku ludzi ktorych o cos pytalsimy czy nas podwozili tez na brak otwartosci nie narzekalismy. Byl dzien w ktorym kazdy spotykany Rosjanin opowiadal ze jadac do Niemiec samochodem wielokrotnie musial sie zmagac z polskimi policjantami. Oj co to byl dla nas za wstyd!
Jedna z fajniejszych przygod przydarzyla sie nam gdy dotarlismy kolo 22-giej do super beznadziejnego Portu Bajkal - wraki statkow, bocznica kolejowa, z jednaj strony gory a z drugiej zardzewialy port. Miejsc na postawienie namiotow = 0. Wyruszylismy wiec piechotka bez specjalnej nadziei na znalezienie takiego bo brzeg wzdluz ktorego przed chwila jechalismy skalisty. Patrzymy, jedzie lokomotywa, nie zwykla, pociagowa ale serwisowa z platforma. Jakis pijak zatrzymal ja na stopa dla zartu a my wskoczylismy i za 50 rubli podjechalismy pare kilometrow.


2002-08-27 Już z Warszawy
Dojechalismy niedaleko miesca w ktorym jezioro wyrzucilo troche kamieni robiac mini plaze z kilkucentymetrowymi ziarnkami piasku. Postawilismy namioty niedaleko trzech chlopakow z Moskwy. Podeszli niebawem zapraszajac na ognisko. Okazalo sie ze wracaja ze splywu wlasnorecznie zbudowanymi katamaranami. Swietnie przygotowani do wyprawy, jedzenie suszone i rozne wynalazki a i tak na kazdego przypadalo 50 kg do wniesienia na gore. Polenilismy sie tam dni dwa i wyruszylismy do Portu Bajkal aby zlapac prom. Udalo sie, przewiozl nas przez poczatek Angary do Listwianki. Niespecjalna to miejscowosc ale kwatere znalezlismy przyzwoita i mile wiejskie rzezbione domki do ogladania.
Nastepnego dnia ruszylismy autobusem w strone Irkucka zagladajac po drodze do skansenu. Skansen sympatyczny ale jak to skansen, stare domy, drewniane cerkwie, fajnosc=8.
Autobus nam uciekl wiec ruszylismy w autostop i niebawem dojechalismy do starego dobrego Irkucka. Spedzilismy w nim jeszcze 2 dni i 3 noce i tam dopadl nas smutek wyjazdowy. Niby jeszcze 5 dob w pociagu ale zamykalismy pewien rozdzial.
Podroz powrotna obfitowala w mile zdarzenia. Okazalo sie ze jedziemy tym samym pociagiem, ktory wywozil nas na Sybir, z tymi samymi paniami z obslugi. W dodatku byly jeszcze z 3 grupy Polakow. Jedni to wycieczka geologow z Krakowa, inni wracali z Mongolii. Wszyscy opowiadali bardzo ciekawe rzeczy gdy spotkalismy sie w restauracyjnym. Poznalismy tez bardzo milych Rosjan, malzenstwo 36-latki z 19-tkiem. Nietypowe.
Ponownie Moskwa. Pospacerowalismy po Arbacie, zajrzlismy do Soboru Chrystusa Zbawiciela, olbrzymiej budowli odtworzonej w ciagu kilku ostatnich lat na wzor zburzonego w latach 30-tych przez Stalina Jozefa a budowanego przez 45 lat okolo 200 lat temu kolosa. Piekny i imponujacy ale w niektorych miejscach widac slady nowoczesnych technik budowlanych. W srodku nabozenstwo i masa turystow. Wierni zapalaja swieczki za bliskich, kobiety w chustkach na glowach, spiewy choralne. Wielkie wrazenie. Bardzo ladne szaty liturgiczne. Zolte, zdobione w moj ulubiony sposob. Wzorek zrobiony jest nie kolorem a faktura materialu. Wieczor kazal nam wracac na dworzec i po paru przesiadkach kolejowo-samochodowych dotarlismy do Warszawki.

strona główna