| Nieczęsto się zdarza, aby wytwórnia płytowa czuła się w obowiązku odpowiadać na krytykę wymierzoną w album, z którego nikt nie wysłuchał jeszcze ani jednej nutki. Ale w końcu "Better Dayz" Tupaca Shakura, który ukazał się pod koniec października, nie jest zwykłym albumem. Jest to 16 wydawnictwo Tupaca od czasu zamordowania tego rapera we wrześniu 1996 roku. |
|
Wycisnąć ile się da Szesnaście albumów w ciągu sześciu lat byłoby wielkim wyczynem dla artysty żyjącego, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę fakt, że wiele z nich zawiera 2 płyty. Dla nieżyjącego wykonawcy, który wydał tylko cztery płyty przed śmiercią, wygląda to na makabryczny wyzysk, nie wspominając już o stale obniżającej się jakości materiału przeznaczanego do sprzedaży. |
| Jeśli posłuchać uważnie wielu wydanych pośmiertnie płyt Tupaca, można wyraźnie usłyszeć, że goni na nich resztkami sił. Stąd komunikat prasowy wytwórni płytowej, informujący o ukazaniu się "Better Dayz": "Do wiadomości krytykantów - a wiadomo że jest ich trochę - podajemy, iż powodem, dla którego wydano pośmiertnie tak dużo materiału, może być po części fakt... nagrania przez Tupaca całej masy utworów, które nigdy nie zostały wydane przed jego śmiercią". |
| Kolejne płyty Shakura ukazują się z tego samego powodu, z którego powstaje większość rzeczy w świecie rocka i popu - jest na nie zbyt. W ubiegłym roku Shakur sprzedał 2,7 miliona płyt. Dzięki dochodom w wysokości 7 milionów dolarów znalazł się na 10 miejscu listy najlepiej zarabiających zmarłych sław, zdominowanej przez gwiazdy rocka: Elvisa Presleya (który zarobił 37 milionów dolarów), George'a Harrisona (17 milionów), Boba Marleya (10 milionów) i Jimmy'ego Hendrixa (8 milionów). |
| Być może Shakur jest najbardziej twórczym nieboszczykiem, ale z pewnością nie jedyną zmarłą gwiazdą, której nowy materiał muzyczny znajduje się na sklepowych półkach. Ostatnie miesiące przyniosły pośmiertną produkcję Presleya, Jeffa Buckleya i piosenkarki Evy Cassidy. Przed świętami Bożego Narodzenia możemy się spodziewać nowych albumów zespołu TLC, którego wokalistka Lisa "Left Eye" Lopes zmarła w tym roku, Aaliyah, George'a Harrisona i Nirvany. Ta ostatnia grupa pojawiła się w ubiegłym miesiącu na okładce magazynu "Q". Osiem lat po samobójczej śmierci Kurta Cobaina nagłówki okrzyknęły ją "najważniejszym zespołem muzycznym na świecie". Jest to zarówno trochę niepokojąca diagnoza kondycji muzyki rockowej w 2002 r., jak i oznaka obecnego apetytu publiczności na zmarłe gwiazdy. |
|
Dobry idol to martwy idol Przedwcześnie zmarli artyści stanowią znakomity materiał na gwiazdy pop. Nie starzeją się i nie stają się przez to nieatrakcyjni, nie tracą też muzycznej intuicji. Łatwiej ich wielbić, bo nie kompromitują się żenującymi przykładami bezguścia, charakterystycznymi dla wieku średniego: nie występują w kabaretach ani teleturniejach, nie żenują fanów przerzucając się na techno lub wydając albumy pełne przerobionych wersji znanych utworów. - Zmarłe gwiazdy rocka podobają się ludziom, ponieważ ich śmierć umożliwia przemianę czegoś mglistego w historię, która ma początek, środek i koniec - mówi Pat Gilbert, wydawca magazynu muzycznego "Mojo". |
|
Wielu artystów doświadcza wzrostu popularności zaraz po swojej śmierci z prostej przyczyny, jaką jest nostalgia odczuwana przez fanów i chęć ich upamiętnienia. Jednakże w innych okolicznościach powody pośmiertnej sławy są bardziej złożone. Śmierć nadaje twórczości niezmiernie przejmujący charakter, tak jak w przypadku amerykańskiej piosenkarki folkowej Evy Cassidy. Zanim umarła na raka w 1996 r., była nieznana poza lokalną waszyngtońską sceną muzyczną. Gdy pracowała jako malarz pokojowy aby związać koniec z końcem odkryła, że jest nieuleczalnie chora. |
| W ostatnich latach osiągnęła wielki sukces. Jej twórczość była wielokrotnie nagradzana platynowymi płytami, powstało o niej wiele filmów dokumentalnych i książek, wydano serię albumów. Jej pośmiertny sukces rozpoczął się w Wielkiej Brytanii, co było bezpośrednią konsekwencją faktu, że Terry Wogan odtworzył nagrany przez nią cover utworu "Somewhere Over the Rainbow" w swoim porannym programie Radio 2. Całkowicie abstrahując od jej muzycznej wartości, piosenka jest postrzegana jako podsumowanie tragicznie przerwanego życia i niespełnionej obietnicy. Słuchanie artysty, o którym wiadomo, że umarł w zapomnieniu śpiewając piosenkę o nadziei i mistycznym świecie z dala od codziennego życia, ma niezaprzeczalny walor emocjonalny. |
| - Jest coś osobliwego w doświadczeniu słuchania muzyki pop - mówi psycholog kliniczny Oliver James. - Dociera ona do głębszych pokładów emocjonalnych niż, powiedzmy, kino. To bardzo intensywna więź. Kiedy osoba, która tworzy muzykę, umiera, można to porównać do utraty kogoś bliskiego. Ponieważ jesteś autentycznie zasmucony, zaczynasz się doszukiwać ukrytych znaczeń, twój umysł znajduje się w stanie rozkojarzenia. |
|
Sposób na autentyczność Notowania zmarłych artystów idą w górę, bo śmierć uwiarygodnia emocje zawarte w ich twórczości. Każdy raper w historii śpiewał o śmierci od gradu kul, ale Tupac Shakur rzeczywiście zginął w takich okolicznościach. Był to wynik zatargu pomiędzy raperami ze Wschodniego i Zachodniego Wybrzeża, do podsycenia którego sam walnie się przyczynił. Nagle takie utwory jak "If I Die Tonight" (Jeśli zginę dzisiejszego wieczora) przestają brzmieć jak zmanierowane pozerstwo i nabierają cech profetycznych. |
| - Tupac stał się Jamesem Deanem hip-hopu - mówi Andy Cowan, wydawca magazynu "Hip Hop Connection". Jest postacią charyzmatyczną i idolem, symbolizuje bezkompromisową postawę sprzeciwu wobec władz, ale wokół niego narosły również mity. Zastrzelono go w piątek 13. Jest mnóstwo teorii dotyczących tożsamości zabójcy. Niektórzy ludzie myślą, że sfingował własną śmierć. Nawet fakt, że przed śmiercią nagrał tak dużo materiału, który nie został wydany jeszcze za jego życia, sugeruje, że musiał przeczuwać swój los. |
| Nirvana była zespołem, który dokonał muzycznego przełomu i osiągnął wielki sukces, ale przed samobójczą śmiercią Cobaina pojawiły się oznaki świadczące o tym, że przynajmniej prasa zmęczyła się jego przejawami nienawiści do samego siebie i odrazy do przemysłu muzycznego. Obecnie ostatni album Nirvany "In Utero" jest uznawany za doskonały przykład manifestacji nihilizmu i grozy, sztuki stworzonej przez człowieka będącego u kresu wytrzymałości. Jednak w owym czasie wśród brytyjskich krytyków panowała zgodność co do tego, że Cobain powinien wziąć się w garść i przestać lamentować. "Teksty piosenek są żałosne - oceniał magazyn "Q". - Infantylne ględzenie o "samozwańczych sędziach", szokująco-przerażające kawałki, egocentryzm w kiepskim wydaniu. Gorycz nieszczęśliwej sławy usiłuje bez powodzenia zastąpić ironiczny wdzięk osoby skazanej na rozpacz" - napisał złośliwie "NME". |
| - Za życia Cobaina żaden jego fan nie myślał poważnie, że palnie on sobie w łeb - mówi Gilbert. - Taka piosenka jak "I Hate Myself and Want to Die" (Nienawidzę siebie i chcę umrzeć) wydawała się nieść nie do końca autentyczny ładunek niepokoju egzystencjalnego. Po jego śmierci ten utwór wydaje się być autentycznym wyrazem grozy. Pomyślcie o zespole Manic Street Preachers. Dla dużej części prasy muzycznej byli przedmiotem kpin, ludzie otwarcie śmiali się m.in. z zapowiedzi Richeya Edwardsa, że podetnie sobie żyły. Później zniknął lub zabił się i nagle wszyscy zaczęli traktować ten zespół bardzo poważnie. |
| Podobnie jak w przypadku Shakura śmierć Cobaina dodała jego twórczości powagi. Z dotychczas opublikowanych fragmentów pamiętnika, który ma się wkrótce ukazać, wyłania się raczej postać "nieszczęśliwej sławy" niż "osoby skazanej na rozpacz" (z pewnością jest tam sporo narzekania na prasę muzyczną), ale po śmierci gwiazdy rocka stają się raczej jednoznacznymi postaciami, które można łatwo podsumować określeniem typu udręczony geniusz, zagubiony romantyk albo hiphopowy zbir. |
| W 2002 r. muzyka pop jest postrzegana jako spreparowana, nijaka i pretensjonalna. Rock jest albo melodyjnym brzdąkaniem w tle, ostentacyjnie pozbawionym charakteru (Travis, Starsailor i inne zespoły, które używają wymówki: "w tym wszystkim chodzi o muzykę"), lub filuternym i świadomym powrotem do korzeni w wydaniu takich zespołów, jak The Hives i The Strokes. Tymczasem fan Nirvany może być pewien, że słucha czegoś autentycznego i żywiołowego. Śmierć wokalisty jest krwawym dowodem na to, że Nirvana naprawdę nie rzucała słów na wiatr. |
| Traktowanie zmarłych gwiazd rocka jako ikon popkultury trwa od dawna: nastolatki utożsamiały swój niepokój egzystencjalny z postaciami, które jawiły się im jako nieuleczalnie nieszczęśliwe, takie jak Ian Curtis z zespołu Joy Division. Dziś ów proces wydaje się jednak wykraczać daleko poza sypialnie nastolatków. Jak mówi James: Dotychczas poszukiwanie własnej tożsamości było procesem, który dokonywał się w okresie dojrzewania. Muzyka rockowa przemawia do nastolatków, którzy próbują znaleźć w życiu sens, budują swoją tożsamość wzorując się na wyimaginowanych osobach. Obecnie z racji tego, że ludzie mają więcej alternatyw, większa ich liczba jest zdezorientowana i to poszukiwanie tożsamości trwa o wiele dłużej. Większość dwudziestolatków zachowuje się jak nastolatki. Nic dziwnego, że coraz więcej osób ulega fascynacji takimi postaciami jak Kurt Cobain. |
|
Księżniczka rhythm & bluesa Jednak, aby zwiększyć swoją wartość rynkową, gwiazda nie musi wyglądać jakby była skazana na śmierć. Diva rhythm & bluesa, Aaliyah, której pierwszy pośmiertny album "I Care for You" ukaże się w grudniu, była młoda, szczęśliwa i odnosiła sukcesy, gdy w lecie ubiegłego roku zginęła w katastrofie lotniczej. W Ameryce ta śmierć wywołała wielką falę publicznej żałoby. Tysiące fanów wzięło udział w pogrzebie. Na jej stronie internetowej porównano ją do księżnej Diany. Media wydawały się być zaskoczone zarówno wystawnością pogrzebu - przeszklona karoca wiozła posrebrzaną trumnę do nowojorskiego kościoła katolickiego św. Ignacego Loyoli, gdzie wypuszczono 22 białe gołębie - jak i reakcją ludzi. |
| - Kultura czarnych w Ameryce ma skłonność do dramatyzowania śmierci w sposób, który jest obcy kulturze białych - mówi Craig Marks, wydawca amerykańskiego magazynu Blenders. - Nawet wówczas, gdy ktoś ginie w porachunkach gangów, pojawiają się małe manufaktury, w których rodzina i przyjaciele zabitego wytwarzają T-shirty z ich podobizną. Ludzie zakładają je następnie na pogrzeb. Dzielą się swoim nieszczęściem ze światem. W ten sam sposób nowa płyta Missy Elliot otwarcie traktuje o śmierci Aaliyah i Lisy "Left Eye" Lopes. Podobnie jak żaden z fanów, usiłujących zobaczyć kondukt żałobny, nie wydawał się być zdania, że pogrzeb Aaliyah był zbyt wystawny, tak samo niewielu z nich wydaje się zmartwionych faktem, że nieustający marketing gwiazd R&B i hip-hopu jest wyrazem tandety współczesnej kultury. W hip-hopie i R&B obowiązują zupełnie inne zasady i inna etyka - podkreśla Cowan. - To jest niezwykle skomercjalizowany świat, sama muzyka mówi nieustannie o bogactwie i statusie. To prawdziwie masowy rynek. |
|
Butelka Hendrixa Choć fani rocka lubią traktować się jako osoby wyrafinowane i bardziej niż inni zdolne do korzystania z dorobku swoich zmarłych idoli, to istnieje mnóstwo dowodów świadczących o tym, że tacy nie są. Oficjalna strona internetowa Jimmy'ego Hendrixa oferuje groteskowy asortyment pamiątek z nim związanych, z których większość nie ma absolutnie nic wspólnego z utrwalaniem właściwego wizerunku artysty. Można kupić kadzielnicę, świece, a nawet butelkę na wodę z Jimmym Hendrixem, doskonałą do ugaszenia twojego pragnienia, kiedy utkniesz w - jakżeby inaczej! - miejskim korku ulicznym (ang. "Crosstown traffic" to tytuł jednego z utworów rockmana - przyp. FORUM). A jednak ktoś to kupuje: w ubiegłym roku spadkobiercy Hendrixa zarobili 8 milionów dolarów. |
| - Sam wybierasz sposób, w jaki artysta ma być promowany - mówi Mary Guibert, matka piosenkarza-kompozytora Jeffa Buckleya, która zarządza spuścizną po zmarłym synu. - Nasze działania są kierowane tylko do osób, które naprawdę kochają muzykę Jeffa. Pamiętam, jak ktoś kiedyś pokazał Jeffowi kubek z umieszczoną na nim jego twarzą, a on go stłukł. Jego reakcją były słowa: "Nie! Nie! Nie! Przestańcie!" Nie chciał, aby produkowano breloczki do kluczy z jego zdjęciem. Nie miałam więc żadnego dylematu. Tak samo ma się sprawa z muzyką. To ja muszę być osobą, która powie: "Nie, to nie jest przeznaczone do wydania w celach komercyjnych". |
| Niemniej jednak Guibert przyznaje, że niemal wszystko znalazłoby swoich amatorów. Kiedy artysta umiera, są fani, którzy chcą słuchać wszystkiego, każdej wypowiedzi, każdego beknięcia. Nie myślą o tym, że to umniejsza jego dorobek. Ludzie zachowują się, jakby byli owładnięci obsesją. |
|
Śmierć nadal w cenie Z jakiegoś powodu - poszukiwania autentyczności, tożsamości, potrzeby publicznego demonstrowania żałoby - fakt śmierci niezmiennie zwiększa wartość artysty, często zupełnie nieproporcjonalnie do statusu, jakim cieszył się za życia. Istnieją fani - są więc i pieniądze do zarobienia. Często powtarzane sformułowanie używane jakoby przez partnera biznesowego Elvisa Presleya, który twierdził, że śmierć tej gwiazdy była "właściwym krokiem w karierze", może być nieautentyczne, ale często się je przytacza, bo w pełni oddaje prawdę. |
| W takim klimacie łatwo o cyniczne sugestie, że kariera i reputacja niektórych artystów zyskałyby dzięki ich śmierci. W lecie br. reaktywował się zespół Sex Pistols, aby wziąć udział w złotym jubileuszu królowej Elżbiety II. Wznowienie działalności tej formacji spotkało się z pogardą krytyków i obojętnością odbiorców. Ani składanka największych przebojów, ani też bogaty zestaw płyt i innych materiałów z całego okresu działalności zespołu nie sprzedały się dobrze. Wielki mit zespołu raczej stracił na sile, gdy Johnny Rotten, człowiek w średnim wieku, występował bez ustanku w talk-show i porannych programach telewizyjnych dla gospodyń domowych. - Nie mam wątpliwości, że gdyby zmarły przed laty Sid Vicious był wokalistą i kreatywnym motorem Sex Pistols, zespół cieszyłby się o wiele większą popularnością niż obecnie - mówi Pat Gilbert. - Spotęgowałaby się otaczająca ich aura legendy. - Na chwilę przerywa. - Ale oczywiście lepiej by było, gdyby ludzie nie umierali... |
| c The Guardian Unlimited |