|
Szukajcie, a znajdziecie Na ulicach i placach stolicy Francji aż roi się od roznegliżowanych posągów. Niektóre z nich od pornografii dzieli mniej niż jeden krok. Latem na paryskich ulicach jest na czym oko zawiesić: omdlewające nimfy, posągi Wenus w stroju topless, marmurowi przystojniacy. Spacerujący niespiesznym krokiem przechodzień może podziwiać wdzięki kamiennych postaci. Na widok ich zimnych, nagich ciał może się zrobić gorąco z wrażenia. A wszystko zaczęło się od królów. "W XVII wieku Francja oddawała cześć swoim władcom, uwieczniając ich w marmurze jak bogów" - pisze Georges Poisson, autor przewodnika po paryskich rzeźbach. Na placu Wogezów stanął Ludwik XIII, a na placu Zwycięstw - Ludwik XIV. Z biegiem lat pomników przybywało, przez długi czas jednak nie było w nich niczego zdrożnego. Posągi kobiece były nieliczne i przyzwoicie odziane, jak na przykład Joanna d'Arc z ogrodu Luksemburskiego. W XVIII wieku zaczęły się pojawiać tu i ówdzie rozkoszne Diany i roznegliżowani Apollini, ale nie było mowy o świntuszeniu. Żadnych odkrytych piersi, narządy płciowe słabo widoczne. Nagość służyła mitologii albo alegorii. Krótko mówiąc, akademizm. - Ówczesna szkolna humanistyka sięgała do postaci kobiecych, by nadać kształt abstrakcyjnym pojęciom - tłumaczy Jean-Pierre Thomas, autor wydanego niedawno przewodnika po paryskich symbolach. - Pokazywano jednak nie tyle zwykłe kobiety co boginie. Nagie panie symbolizowały cnotę, rozebrani panowie - geniusz. Społeczeństwo było pruderyjne. To nie potrwa długo. |
|
Siedzi, znaczy inteligent Z nastaniem monarchii lipcowej (1830-1848) paryskie miejsca publiczne zalała inwazja posągów. Zaroiło się od fontann, każdą trzeba było jakoś przyozdobić. - A naga kobieta stanowi dla oka widok znacznie przyjemniejszy niż pastuch z kijem - żartuje Georges Poisson. Co fakt, to fakt. Seksownie przysłonięte ciała czterech kobiet-rzek o dwuznacznych uśmieszkach, dzieła Jeana-Baptiste Klagmanna zdobiące fontannę na skwerze Louvois w II dzielnicy, zachęcają do kąpieli. Szczególnie warta grzechu jest Loara. - W tamtych czasach drapowana szata dawała taki sam efekt co dzisiejsze stringi. Więcej odkrywała, niż zakrywała - zauważa z zachwytem Yves le Monier, autor "Przewodnika po seksownym Paryżu". - Kobiety-rzeki nie mieszczą się w kanonach estetycznych rzeźbiarskiej mitologii: są nieco przy kości, mają grube łydki. Nietrudno wyobrazić sobie pociągającą modelkę... Skandal! "Oto cztery ulicznice ukryte pod parasolem króla Ludwika Filipa", grzmieli ówcześni ponuracy, niezbyt zachwyceni realistyczną wymową dzieła, nabierającą coraz większej aktualności z biegiem lat. Pisarz Théophile Gautier, autor recenzji z Salonu w 1848 roku, publikowanych w dzienniku "La Presse", rozpływał się w zachwytach nad powrotem do natury. "Spowici w odzienie zapominamy o ludzkim ciele. Nigdy wcześniej jego kształty nie były równie groteskowo poukrywane i poprzebierane. Gdyby jednak Fidiasz, Praksyteles, Agezander czy Lizyp przeszli się po Salonie, moglibyśmy mieć nadzieję, że to, co by ujrzeli, nie wzbudziłoby ich niesmaku. " Możemy się nawet założyć, że owych czcigodnych mistrzów ogarnęłoby niezdrowe podniecenie. Bywalcy Salonu podziwiający okrąglutką Bachantkę Jeana-Baptiste Clesingera nie wyglądali na wykute w marmurze posągi. "Potężny dreszcz rozkoszy unosi masywny biust młodej kobiety, a jej piersi strzelają ku niebu niczym błyskawice, z niebywałą zuchwałością i olśniewającą mocą - pisze Gautier. Tylko jeden drobiazg martwi skłonnego do lirycznych uniesień krytyka: opadająca draperia zasłania to, co między nogami. - Pan Clesinger lepiej by zrobił, gdyby usunął ten nieproszony fałd, który - jak mniemam popełnił w trosce o obyczajność. Naga rzeźba to przecież sama cnota". |
| Drugie cesarstwo (1852-1870) uczyniło z tego spostrzeżenia swoje motto. Kiedy Baudelaire'a i Flauberta ścigano za nieobyczajne książki, w coraz liczniejszych - za sprawą barona Hausmanna - publicznych parkach i ogrodach Paryża zaroiło się od roznegliżowanych pań. Za Trzeciej Republiki (1870-1940) sceny orgii zostaną uzupełnione o materiały dydaktyczne. Wielcy Francuzi na cokołach staną się rzecznikami ideologii republikańskiej: Diderot, Palissy, Dolet, Fourier, Comte... "Kicz na dobre wprowadził się do stolicy" - podsumowuje ten okres Georges Poisson. Obowiązywał jeden niezmienny schemat: wojskowi na koniach, inteligenci siedzą, politycy stoją. |
| Cecha wspólna? Gdyby ci nieruchomi mężowie mieli dusze, wnet by się ożywili. Na drugim planie stroją do nich minki klęczące panienki z nagim biustem. Koło Obserwatorium (VI dzielnica) apetyczne symbole egzotycznych rzek, a wśród nich wyjątkowo piękna panna Mekong, baraszkują wokół podróżnika Francisa Garniera. Niezłe sztuki łaszą się również do Musseta, który stoi jak kołek ze śmiertelnie znudzoną miną koło Grand Palais (VIII dzielnica). Nie popełniają tego błędu przechodnie, którzy wiedzą, czym ucieszyć oko podczas niedzielnego spaceru. "Osiemnaste stulecie to wiek stosunkowo niezależnych dam królujących w salonach. Sto lat później kobieta została sprowadzona do roli atrakcyjnej dekoracji utwierdzającej w męskości sławnych ludzi na cokołach. Tak oto nagość została ujarzmiona" - pisze Jean-Pierre Thomas. |
|
Przyczajony erotyzm Biada śmiałkom, którzy chcieliby złamać ten rzeźbiarski kodeks! Jean-Baptiste Carpeaux ściągnął na siebie gromy. Jego "Taniec", zdobiący po dziś dzień gmach starej opery, zdradza nadmierną radość życia. Piękna dziewczyna pławi się w rozkoszy w towarzystwie samca w stroju adamowym. Koedukacyjna zabawa, przyjemność we dwoje, spełniona kobiecość: tego już za wiele! Artysta został oskarżony o nieobyczajność. Mniej prowokujące rzeźby rozmnażały się bez rozgłosu aż do końca XIX stulecia: ponętne dziewczątka podtrzymujące słupy latarń wokół opery, nagie biusty kariatyd na każdym rogu ulicy, gdzie nie spojrzeć - alegorie: mitologiczne, wodne, polne. - Wszędzie czai się ukryty erotyzm, typowy dla Belle Epoque. Zupełnie jakby każdy pretekst był dobry, żeby wystawić na widok ciało kobiece - komentuje Maurice Crubellier, historyk urbanistyki francuskiej. Wszechobecne marmury i brązy stały się w końcu męczące. Powielane w nieskończoność damy w negliżu i postacie sławnych Francuzów przerodziły się w sztampę, nie do zniesienia dla Paryżan w ogóle, a dla nowoczesnych artystów w szczególności. W 1912 r. dziennikarz Gustave Passard pastwił się nad "paryską statuomanią". Nieco później poeta Paul Eluard zaproponował, żeby "naprzeciwko pomnika Musseta ustawić posąg żwawego ekshibicjonisty, którego wyraźnie poruszyła Muza". Surrealista Maurice Henry zażyczył sobie zaś, żeby rzeźbę kawalera de La Barre (młody szlachcic ścięty pod koniec XVIII w. za niezdjęcie czapki przed procesją - przypis FORUM) przetransportować na plac Opery i "ustawić w samym środku cmentarza dla księży, gdzie bardzo piękne nagie kobiety grałyby bez przerwy w serso". - Tego rodzaju sprośne propozycje mogłyby przywrócić statuom utraconą moc i zapobiec oderwaniu ich od życia mieszkańców miasta - uważa Paul-Louis Rinuy, wykładowca historii sztuki na Uniwersytecie Paris X. |
|
Armia golasów Niestety! Nienawiść stopniowo ustępowała miejsca obojętności. Kiedy za rządu Vichy przetopiono całą rzeszę pięknych rozpustnic z brązu i brodatych polityków, mało kogo to obeszło. Dziś Stowarzyszenie Konserwatorów Świeckich i Religijnych Dzieł Sztuki (COARC), zajmujące się między innymi utrzymaniem i renowacją posągów, szacuje ich liczbę na około 3 tysiące. To prawdziwa niewidzialna armia. - W dwudziestym wieku, który za dzieła sztuki uważał wyłącznie przedmioty strzeżone w muzeach, posągi traktowano jak ruchomości na wyposażeniu miasta - mówi Daniel Imbert, główny konserwator z COARC. Wysiłki prezydenta François Mitterranda, który chciał ponownie zaludnić Paryż rzeźbami, nie znalazły naśladowców. - Nagość sama w sobie nie stanowi już dla rzeźbiarzy źródła natchnienia - dodaje konserwator Sylvain Lecombre. - Artyści już dawno temu uwolnili się od tego czysto akademickiego tematu. Porzućcie więc nadzieję, że któregoś dnia ujrzycie, jak nowa Ewa pojawia się na rogu waszej ulicy. Przechodzień musi się zadowolić tym, co jeszcze pozostało. Niech szuka tego "czegoś", co przyprawiało o drżenie naszych przodków. Pamiętajcie, że w martwych posągach ukryte są przeżycia prawdziwych kobiet, modelek, które często rekrutowały się spośród prostytutek czy kurtyzan. Niezbyt nobliwe to wzorce. Może właśnie dzięki nim przyjemniej wam się będzie patrzyło... |
|
Chirac i zgwałcona nieboszczka Yves Le Monier, kronikarz paryskiego libertynizmu, zaprasza do odwiedzenia kilku wesołych adresów w I i II dzielnicy. Ruszamy spod pomnika aktorów poległych za ojczyznę przed teatrem Comédie Française. Zamiast tradycyjnego starego wiarusa hołd zmarłym artystom sceny składa okrąglutka Muza z obnażonym biustem. Następnie podziwiamy dobrą wróżkę z brązu, która wieńczy fontannę na placu André-Malraux. |
| Wchodzimy na dziedziniec Palais-Royal: już w czasach regencji księcia Filipa Orleańskiego (1715-1723) był to teren łowiecki homoseksualnych podrywaczy, scena arystokratycznych orgii, punkt sprzedaży literatury pornograficznej oraz zagłębie prostytucji. I żeby tylko to! Na fasadzie ponad kolumnadą Burena możemy dostrzec smakowitą płaskorzeźbę: można rzec, szaszłyk z muskularnych samców. |
|
Wychodzimy na ulicę Croix-des-Petits--Champs. W XVIII wieku było to jedno z najsprośniejszych miejsc stolicy. W sąsiedztwie dawnych domów publicznych (Les Trois Galands, Le Grand Balcon) możemy obejrzeć, pod numerem 43, dwie spośród najseksowniejszych paryskich kariatyd. Podążamy do samego końca galerii Vivienne na randkę z nimfą z brązu. Pod koniec XIX w. niejaki Frédéric Chirac wystawiał tu w swoim teatrze sztuki takie jak "Gwałt", "Zgwałcona nieboszczka" czy "Prostytutka". Ich treść możemy sobie tylko wyobrazić... |
| Krótki przystanek przed starym gmachem Biblioteki Narodowej. Na ścianach tej jaskini erudytów czeka na nas kilka przepysznych alegorii: Sztuka Drukarska, Numizmatyka i Rycina oddychają pełną piersią... Na skwerze Louvois podziwiamy cztery kobiety-rzeki, rzeźbę Jean-Baptiste'a Klagmanna z 1844 roku. |
|
Warto powłóczyć się trochę wzdłuż ulicy Chabanais. Pod dwunastką mieścił się kiedyś najsłynniejszy z paryskich burdeli. Dziś jest tu pub dla lesbijek, bar z usłużnymi hostessami i księgarnia z dziełami poświęconymi nagości. Kończymy, robi się gorąco... Na podstawie książki Yvesa Le Moniera "Guide historique du Paris libertin", która ukaże się w 2003 roku nakładem wydawnictwa La Musardine. |